kultura - historia filozofii

natura człowieka – od istoty rozumnej ku konstruktowi społecznemu

Pierwsze pytanie dotyczy pochodzenia i struktury świata i określa dziedzinę nazywaną ontologią (ontologia = nauka o bycie, albo nauka o byciu). Ontologia próbuje wyjaśnić jak powstała rzeczywistość, czy jest ona jedno- czy różnorodna, z czego jest zbudowana, czy ma charakter materialny czy duchowy, czy duch (jeśli w ogóle istnieje) istniał przed materią, czy też jest wobec niej wtórny, jakie istnieją związki między duchem i materią, czy w związkach tych tkwi jakiś głębszy sens (plan), czy też istnienie takiego planu nie wymaga itp. itd. Ponieważ nie można przesądzać odpowiedzi na te pytania, nie można również przyjmować, że udzielić ich może nauka badająca wyłącznie świat materialny, czyli fizyka (physis = natura). Prawdopodobnie dlatego już arystotelicy nazywali ontologię metafizyką (metafizyka = nad-fizyką).

Sama nazwa metafizyka w mentalności półinteligenckiej jest czymś wstydliwym. Warto więc podkreślić, że nie przesądza ona o wynikach dociekań filozoficznych. Mogą być one nawet skrajnie materialistyczne, ale mają jakąkolwiek wartość tylko wtedy, gdy z góry nie wykluczają któregoś z logicznie możliwych rozwiązań. Dziś trudno sobie wyobrazić, jakiej otwartości umysłu trzeba było, żeby przyjąć do wiadomości wyniki doświadczeń potwierdzających stałą prędkość światła. Przecież z punktu widzenia mechaniki klasycznej teoria względności jest czystą metafizyką... Najtrudniejszym problemem ontologii jest to, czy pojęcia ogólne (których niematerialny charakter jest niesporny) istnieją obiektywnie, czy też są wyłącznie tworem ludzkiego umysłu (lub języka) i poza kontekstem językowym nie występują. Odpowiedź na to pytanie wiąże ontologię z aksjologią i epistemologią i w zasadniczy sposób "profiluje" całą praktykę filozoficzną.

Druga grupa pytań dotyczy sposobu i możliwości poznawania rzeczywistości, a odpowiedzi na nie szuka epistemologia (gr. episteme = zrozumienie), czyli teoria poznania. Próbuje ona ustalić, czy w ogóle możliwe jest poznanie rzeczywistości, w jaki sposób człowiek odbiera informacje o niej, czy w ogóle umysł potrzebuje "zewnętrznej" informacji o rzeczywistości, aby posiąść o niej pełną wiedzę, czy jest możliwe poznanie bezpośrednie czy tylko pośrednie i czy "pośrednik" wprowadza do informacji jakieś przekłamania, w jaki sposób umysł ludzki porządkuje i weryfikuje informacje, w jaki sposób odkrywa między nimi związki, w jaki sposób związki te uogólnia formułując prawa itp. itd.

Jedną z najważniejszych części epistemologii jest logika (gr. logike techne = sztuka myślenia), czyli sztuka poprawnego wnioskowania. Logika jest najniebezpieczniejszą bronią filozofii, ponieważ bez niej w ogóle nie można mówić o myśleniu. Również poza granicami profesjonalnej filozofii jest ona niebezpieczna, ponieważ uniemożliwia intelektualną i propagandową manipulację, a w każdym razie daje możliwość jej rozpoznania. Należy jednak pamiętać o tym, że logika jest tylko narzędziem służącym do obróbki danych, których sama nie jest w stanie zweryfikować (co jest jej siłą i słabością). Jeśli do prawidłowo działającej obrabiarki wprowadzimy fałszywe dane, to na wyjściu otrzymamy dobrze obrobiony fałsz. Dlatego częścią epistemologii jest teoria prawdy, próbująca na różne sposoby zdefiniować stan "zgodności wiedzy (opisu) z rzeczywistością".

Prawdzie przypisuje się zwykle (przynajmniej w deklaracjach) jakąś pozytywną wartość, nawet jeśli w kategoriach psychologicznych powoduje ona cierpienie (któremu przypisuje się zwykle wartość negatywną). Już to zdanie, z którego wynika, że "dobra" prawda może powodować "złe" cierpienie, nie tracąc przy tym pozytywnej wartości, formułuje problem filozoficzny, który próbuje rozwiązać aksjologia czyli teoria wartości (gr. aksios = godny, cenny), dział filozofii obejmujący m.in. etykę, czyli naukę o moralności (gr. ethikos = moralny) i estetykę, czyli naukę o odczuwaniu piękna (gr. aisthesis = wrażenie).

Etyka próbuje odpowiedzieć na trzecie fundamentalne pytanie - jak żyć? Estetyka z kolei próbuje określić, co to jest piękno i jak to się dzieje, że jedną rzecz uważamy za piękną, a inną za brzydką. Odpowiedzi na wszystkie te pytania zależą od wyboru i hierarchii wartości.

W filozofii zachodniej Europy ontologię i epistemologię nazywa się filozofią teoretyczną, aksjologię zaś z etyką, filozofią społeczeństwa, polityki i prawa oraz estetykę nazywa się za filozofią praktyczną. W Polsce nie ma stosuje się tego - skądinąd zasadnego - podziału, ponieważ filozofii praktycznej nie można sobie wyobrazić bez filozofii teoretycznej.

Historia filozofii jako świadectwo ewolucji ludzkiego ducha

ilozofia nie jest, jak to się powszechnie sądzi, jałową spekulacją garstki oderwanych od życia intelektualistów. Jest raczej najgłębszym wyrazem ludzkiego niepokoju metafizycznego, który towarzyszy nam od paleolitu. Sztuka prymitywna, którą archeologowie odkrywają w jaskiniach i na skałach, jest przecież pierwszą formą filozofowania – próbą uchwycenia i nazwania tego, co przekracza bezpośrednie doświadczenie. Człowiek paleolitu malował zwierzęta nie dlatego, że nie miał lepszych zajęć, ale dlatego, że po raz pierwszy w historii ewolucji biologicznej pojawił się gatunek zdolny do ontologicznego zdumienia.

Ten niepokój metafizyczny, ta fundamentalna potrzeba zrozumienia własnego miejsca w kosmosie, uległa z czasem intelektualizacji i abstrakcji, dając początek temu, co dziś nazywamy filozofią. Jednak istota problemu pozostała niezmieniona – człowiek wciąż pyta o naturę rzeczywistości, o możliwości jej poznania i o hierarchię wartości. Szkoda tylko, że współczesna edukacja, a właściwie jej karykatura, którą aplikuje się młodym umysłom, skutecznie odcina ich od świadomości tej ciągłości. Zamiast tego serwuje im filozofię jako zestaw niepowiązanych ze sobą "opinii" różnych "myślicieli", pozbawiony jakiegokolwiek egzystencjalnego znaczenia.

Starożytni Grecy, których dziś redukujemy do kilku anegdot i cytatów, byli w istocie pierwszymi, którzy podjęli się systematycznej próby połączenia ontologii, epistemologii i aksjologii w spójny system. Kiedy Parmenides twierdził, że byt jest, a niebytu nie ma, nie uprawiał jałowej gry słownej – formułował najbardziej fundamentalne pytanie o naturę rzeczywistości. Kiedy Sokrates wypytywał Ateńczyków o definicje sprawiedliwości, męstwa czy pobożności, nie robił tego dla intelektualnej rozrywki, ale z głębokiego przekonania, że natura ludzka realizuje się najpełniej w dążeniu do prawdy. Współczesny człowiek, zredukowany przez technologiczne gadżety i społecznościowe algorytmy do roli konsumenta i producenta danych, często nie jest w stanie pojąć tej prostej prawdy.

Kiedy w średniowieczu filozofia znalazła się w objęciach teologii, nie było to – jak chcieliby nam wmówić oświeceniowi propagandyści – "zacofaniem" czy "regresem". Był to raczej heroiczny wysiłek integralnego ujęcia całości ludzkiego doświadczenia. Tomasz z Akwinu, którego dziś redukuje się do roli "religijnego dogmatyka", w istocie dokonał syntezy arystotelizmu i chrześcijaństwa, która stanowiła najdoskonalszy przykład metafizycznej odwagi. Odwagi, której brakuje współczesnym myślicielom, rozdrobnionym na specjalistyczne poletka i niezdolnym do ujęcia całości ludzkiego doświadczenia.

Nowożytny przełom w filozofii, zapoczątkowany przez Kartezjusza , nie był, jak się powszechnie sądzi, "wyzwoleniem rozumu", ale raczej początkiem jego redukcji. "Myślę, więc jestem" – ta pozornie niewinna formuła rozpoczęła proces, który doprowadził do rozpadu jedności bytu, myśli i wartości. Kartezjańskie rozdzielenie res cogitans i res extensa wprowadziło do filozofii dualizm, który mimo heroicznych wysiłków Spinozy, Leibniza czy Hegla nie został przezwyciężony. Ów dualizm, niczym ontologiczna trucizna, przeniknął do naszego myślenia, powodując rozdźwięk między teorią a praktyką, między wiedzą a mądrością, między poznaniem a wartościowaniem.

Kant, którego wpływ na nowożytną filozofię trudno przecenić, nie tyle rozwiązał problem dualizmu, co go pogłębił. Rozdzielając świat na fenomeny i rzeczy same w sobie, ustanowił granicę poznania, której przekroczenie uznał za niemożliwe. Ta epistemologiczna pokora, godna podziwu sama w sobie, miała jednak nieoczekiwane konsekwencje – doprowadziła do rozdziału między ontologią a epistemologią, między pytaniem o naturę rzeczywistości a pytaniem o możliwości jej poznania. W konsekwencji filozofia zachodnia rozpadła się na dwa nurty – empiryczny, skupiony na faktach, i transcendentalny, skupiony na warunkach możliwości doświadczenia. Ten rozpad widoczny jest do dziś w naszej kulturze, w której nauka i religia, fakty i wartości, wiedza i mądrość funkcjonują w oddzielnych, szczelnie zamkniętych sferach.

Hegel, próbując przezwyciężyć kantowski dualizm, stworzył system, który miał być syntezą wszystkich dotychczasowych osiągnięć filozofii. Jego dialektyka, choć często karykaturalnie upraszczana do formuły "teza-antyteza-synteza", była w istocie próbą ujęcia dynamicznej natury rzeczywistości. Hegel zrozumiał to, czego nie pojmują współcześni nam apologeci "prymatu nauki" – że byt i myśl, przedmiot i podmiot, natura i duch nie są oddzielnymi bytami, ale różnymi aspektami tej samej rzeczywistości. Jednak jego system, mimo swojej głębi i spójności, nie zdołał powstrzymać procesu fragmentaryzacji wiedzy i rozpadu jedności ludzkiego doświadczenia.

Marksizm, który wyrósł na gruncie heglowskiej filozofii, był w istocie jej karykaturą. Redukując dialektykę do mechanicznego procesu ekonomiczno-społecznego, Marks i jego epigoni dokonali największej w historii filozofii redukcji – sprowadzili całość ludzkiego doświadczenia do "stosunków produkcji" i "walki klas". Ta redukcja, która miała być "wyzwoleniem człowieka", stała się jego największym zniewoleniem. Człowiek marksistowski, pozbawiony metafizycznego zakorzenienia, staje się jedynie funkcją procesów społecznych, trybikiem w maszynie dialektyki dziejowej. Nie dziwi więc, że to właśnie marksizm stał się ideologicznym fundamentem najbardziej zbrodniczych systemów w historii ludzkości.

Nietzsche, często przedstawiany jako "nihilista" i "burzyciel wartości", był w istocie filozofem poszukującym nowego zakorzenienia dla człowieka w świecie pozbawionym metafizycznych gwarancji. Jego słynne "Bóg umarł" nie było triumfalnym okrzykiem ateisty, ale pełnym tragizmu stwierdzeniem metafizycznego sieroctwa nowoczesnego człowieka. Kiedy Nietzsche pisał o "przewartościowaniu wszystkich wartości", nie nawoływał do moralnego relatywizmu – jak chcieliby to widzieć współcześni nam teoretycy "płynnej nowoczesności" – ale do poszukiwania wartości zakorzenionej w biologicznej i duchowej naturze człowieka. Jego nadczłowiek nie był, wbrew wulgarnym interpretacjom, wzorem tyrana czy dyktatora, ale człowiekiem zdolnym do twórczego przekraczania własnych ograniczeń.

Fenomenologia i egzystencjalizm, które wyrosły na gruncie kryzysu nowożytnej filozofii, były próbą powrotu do źródłowego doświadczenia człowieka. Husserl, nawołując do "powrotu do rzeczy samych", próbował przezwyciężyć kantowski dualizm i odzyskać bezpośredni kontakt z rzeczywistością. Heidegger, stawiając fundamentalne pytanie o sens bycia, próbował wydobyć filozofię z technologicznego zaślepienia i przywrócić jej egzystencjalny wymiar. Jednak ich wysiłki, mimo niezaprzeczalnej głębi i oryginalności, nie zdołały powstrzymać procesu technicyzacji myślenia i instrumentalizacji rozumu.

Współczesna filozofia, rozdrobniona na niezliczone specjalizacje i kierunki, nie jest w stanie odpowiedzieć na fundamentalne pytania, które leżą u jej źródeł. Filozofia analityczna, skupiona na analizie języka i logice formalnej, straciła kontakt z egzystencjalnym doświadczeniem człowieka. Postmodernizm, głoszący "koniec wielkich narracji" i "śmierć podmiotu", stał się intelektualną legitymizacją kulturowego i moralnego chaosu. Filozofia nauki, zredukowana do metodologii badań empirycznych, straciła z oczu metafizyczny wymiar rzeczywistości. W rezultacie współczesny człowiek, mimo bezprecedensowego dostępu do informacji, jest bardziej niż kiedykolwiek pozbawiony mądrości, która może wynikać tylko z integralnego ujęcia bytu, poznania i wartości.

Ta postępująca redukcja człowieka i jego kultury do wymiaru użyteczności i technicznej sprawności nie jest jednak, jak chcieliby nas przekonać apologeci "postępu", nieuchronnym wynikiem rozwoju ludzkiej wiedzy. Jest raczej konsekwencją świadomych wyborów filozoficznych, które zostały dokonane u progu nowożytności. Oddzielenie faktu od wartości, przedmiotu od podmiotu, wiedzy od mądrości – to nie przypadkowe efekty uboczne rozwoju nauki, ale zamierzone konsekwencje określonego sposobu myślenia o człowieku i jego miejscu w świecie. Myślenia, które zredukowało człowieka do roli "producenta" i "konsumenta", pozbawiając go metafizycznego zakorzenienia i egzystencjalnej głębi.

Historia filozofii nie jest więc, jak się ją powszechnie przedstawia, linearnym "postępem" od "mitu" do "nauki", od "zabobonu" do "racjonalności". Jest raczej dramatem ludzkiego ducha, który nieustannie oscyluje między poszukiwaniem jedności a uleganiem fragmentaryzacji, między dążeniem do mądrości a zadowalaniem się fragmentaryczną wiedzą. Dziś, w epoce technologicznego narcyzmu i epistemologicznej pychy, jesteśmy być może bardziej niż kiedykolwiek oddaleni od źródłowego doświadczenia filozoficznego – od zdumienia nad tym, że coś jest, a nie raczej nic.

AntyKultura.info · Środowisko chronione

Ta strona jest aktualnie w fazie prototypowej. Jeśli jesteś członkiem despołu developerskiego podaj swój login i hasło, aby kontynuować.