zasoby: Orwell i współczesność - zagrożenia dla dzieci w perspektywie utopii

Orwell i współczesność - zagrożenia dla dzieci w perspektywie utopii
Żródło: Publiczne
Wywiad do filmu "Rok 1984. Totalitaryzm 2.0" Karoń porównuje terror fizyczny z "1984" ze współczesnym "tęczowym terrorem", który zamiast łamać dorosłych, deformuje tożsamość dzieci, stanowiąc element szerszej wojny kulturowej.

Część I: Orwell jako prorok współczesności (oglądaj video)

Orwell to nie jest wcale taka fantastyczna postać. Natomiast faktem jest, że z powodów których ja nie jestem w stanie wyjaśnić samemu sobie, miał prorocze wizje. Miał proroczą wizję, ponieważ świat w którym my żyjemy w tej chwili jest światem orwellowskim. Ale to wcale nie znaczy, że on te wizje formułował czy przedstawiał z pełną świadomością, że on jest jej antytezą, czy że jego filozofia jest antytezą.

To był anarchistyczny trockista albo trockistowski anarchista. To był facet, który zanim nie poczuł strachu, zanim stalinowcy nie postanowili go po prostu odstrzelić (bo on w gruncie rzeczy uciekł sprzed niemal plutonu egzekucyjnego), należał do takiej formacji ideologicznej, z którą my w tej chwili nie chcielibyśmy mieć nic wspólnego. Czym była? Trockistowską bojówką, która mordowała tak, jak potem stalinowcy chcieli ich wymordować. Ale oni się mordowali nawzajem dlatego, że mieli różne koncepcje realizacji pewnej wizji.

I tu dochodzę do najważniejszego stwierdzenia: do realizacji czegoś, co my nazywamy utopią, a to wcale utopią nie jest. Na dokładnie takiej samej zasadzie "1984" to nie jest żadna antyutopia - to jest dokładnie opisanie stanu, w którym zrealizowana została nie utopia w znaczeniu tradycyjnym, ale marksistowska realna utopia.

Część II: Marksizm i realna utopia

Często się mówi, że marksizm był pewnego rodzaju taką wizją utopijną. Otóż właśnie o to chodzi, że on nie był wizją utopijną - był bardzo trzeźwo wykalkulowaną taktyką realizowania pełnego planu. Tyle tylko, że to, co się traktuje jako utopię u Marksa, przestawało być utopią dzięki jednemu elementowi - dzięki zastosowaniu terroru. Bo utopia to jest coś, co jest nierealizowalne, w związku z tym w normalnych warunkach nie może funkcjonować. A okazuje się, że może funkcjonować, jeśli włączy się terror - jeśli ludzi doprowadzi się do takiego stanu, w którym będą realizowali najbardziej absurdalne postulaty.

Marks to zaplanował. Oczywiście jest długa dyskusja na temat tego, który Marks, ponieważ do dzisiaj w gruncie rzeczy nawet nie została rozpoczęta poważna dyskusja na temat tego, jak ma się Marks, którego my znamy tak pobieżnie (ale znamy ze szkół, z różnych pogadanek indoktrynacyjnych, czyli ten Marks od Manifestu komunistycznego do przodu), jak on się ma do tego prawdziwego Marksa, który przedstawił prawdziwy program antykulturowy - program marksizmu w znacznie wcześniejszych rękopisach paryskich. To jest tak złożony temat, że bardzo trudno jest go po pierwsze zreferować w krótkim czasie, a poza tym nie ukrywam, że ja sam mam w dalszym ciągu problemy z ustawieniem pewnej kolejności tak, żeby przyczyna miała jakiś związek ze skutkiem i odwrotnie.

Część III: Wartość dzieła Orwella dla współczesności

Ale o co mi chodzi? Chodzi o to, że jeśli my dzisiaj odwołujemy się do czy przywołujemy książkę Orwella "1984", to ja się zastanawiam, jaki z tego ma być pożytek. Dlaczego? Po co? Bo oczywiście pierwszą narzucającą się odpowiedzią jest to, że nas może na swój sposób fascynować nieprawdopodobna wręcz trafność jego wizji, kreślonej w drugiej połowie lat 40. Powiedzmy, on niby to pisał w czasie wojny, ale w gruncie rzeczy kończył to do 49 roku, kiedy ta książka się ukazała. Wkrótce potem umarł.

Prawdą jest, że jest zupełnie niewyobrażalne, jak człowiek, który w zasadzie nie był zawodowcem w dzisiejszym znaczeniu - nie był politykiem, nie był politologiem, był dziennikarzem, pisarzem, takim czymś bliżej nieokreślonym (pomijając to, że był aktywnym uczestnikiem pewnego ideologicznego ruchu, funkcjonował w bojówkach, bo on był bojówkarzem trockistowskim) - przewidział w sposób zupełnie fenomenalny to, co się dzieje. No, to są prorocze wizje. I te fragmenty, które państwo wybraliście, one w znacznym stopniu opisują realizację tej realnej utopii, która została zrealizowana.

I teraz jest pytanie, w jakim trybie zrealizowana? Bo odpowiedź na to pytanie decyduje o tym, jaki my mamy pożytek z Orwella. Bo jeśli do niego się odwołujemy, to nie tylko po to, żeby mieć satysfakcję: "No, był taki facet, trafił i trafił w dziesiątkę." Z tego coś powinno wynikać dla nas - jakiś pozytywny impuls, pozytywna wskazówka.

Część IV: Terror fizyczny a terror psychologiczny

Otóż rzecz polega na tym, że ta wizja, którą przewidział Orwell, jest wizją marksowskiego świata, ale realizowanego za pomocą fizycznego terroru. Natomiast są w tej książce sygnały pewnego przeczucia, pewnej intuicji. I tutaj przyznam się szczerze, że ja wczoraj jeszcze próbowałem kartkować tekst i szukać jakiegoś punktu odniesienia, żeby sprawdzić, czy ja prawidłowo rozumuję, ponieważ ja nie pamiętam, żeby ta intuicja została w jakiś sposób skrystalizowana, sprecyzowana.

Otóż tam jest mowa o dzieciach, o tym, że dzieci będą zabierane rodzicom, że będą szkolone, ale ten wątek nie jest wystarczająco dokładnie zreferowany, przedstawiony. I ja przypuszczam, że brało się to z tego, że Orwell, będąc aktywnym uczestnikiem pewnego projektu (bo my dzisiaj na niego patrzymy jako człowieka, który krytykuje ten totalitaryzm, ale on w gruncie rzeczy sam chciał przez jakiś czas, dopóki nie zobaczył w siebie wymierzonej lufy, sam chciał realizować trochę inną odmianę tego zamordyzmu), znakomicie przewidział to, czego my jesteśmy świadkami w tej chwili.

Czyli realizacji - już chciałem powiedzieć komunizmu, ale to nie jest dobre określenie - ja w ogóle zamiast określenia "marksizm" wolę używać określenia szerszego, jak mówiąc o antykulturze, o ideologii antykulturowej, ponieważ istota marksizmu sprowadza się właśnie do negacji kultury. Ale on znakomicie przewidział realizację do końca tego systemu, tej realnej utopii, która jest zbudowana na terrorze fizycznym.

Tam się pojawiają tortury, tam się pojawia sytuacja, w której główny bohater w pewnym momencie, jak ma przystawioną do twarzy klatkę ze szczurami, to on, jak to się mówi, pęka. Ale to jest osoba dorosła, na której wywarto pewną presję i ona poddała się temu. Powiedzmy sobie szczerze, w zdecydowanej większości przypadków można wyznaczyć taką granicę, po której człowiek pęka. I w tym myśleniu Orwell był fenomenalny - on właśnie potrafił to przedstawić w takiej bardzo przemawiającej do wyobraźni formie.

Część V: Współczesne zagrożenia dla dzieci

Natomiast jest kwestia, co z tego Orwella jest ważne dla nas dzisiaj. Bo gdyby zamknąć się tylko w tym ujęciu, o którym mówię do tej pory, to to jest sytuacja rozpaczliwa. To my nie mamy absolutnie żadnej nadziei. Żadnej nadziei, podkreślam, żadnej nadziei. Możemy pakować manatki, gasić światło i odlatywać w kosmos.

Tam jest mowa o zaczątku tej rzeczywistości, w której my w tej chwili żyjemy. Pytanie, czy już żyjemy, czy my dopiero ją oswajamy, czy też ona nas zagospodarowuje. Otóż właśnie tam chodzi o to, o wychowywanie dzieci, ponieważ zupełnie inaczej realizuje się utopię, która jest narzucona za pomocą bezdyskusyjnego fizycznego terroru, a zupełnie inaczej realizuje się najbardziej aberracyjną wizję świata, którą się buduje na zdeformowanej ludzkiej psychice. I to jest tragiczne i tego u Orwella nie ma.

W związku z tym, my, koncentrując się na tym, o czym Orwell mówi, chcąc nie chcąc koncentrujemy uwagę na czymś, co jest marginalne, ponieważ w tej chwili nam nie to, że nie grozi terror fizyczny - on prędzej czy później w realizacji tego projektu musi się pojawić. Dlaczego? To jest oddzielna kwestia - po prostu każdy układ totalitarny musi doprowadzić do klęski ekonomicznej. A jak dochodzi się do klęski ekonomicznej, to pojawia się kwestia bezpieczeństwa czysto takiego biologicznej egzystencji. I jeśli to zostaje zagrożone, to człowiek zmienia się w zwierzę i zaczyna gryźć. I wtedy jedynym argumentem, który może zadziałać, nie są jakieś filozoficzne banały, tylko po prostu pałka.

Część VI: Indoktrynacja dzieci jako narzędzie tworzenia nowego człowieka

Dzisiaj trafiłem na informacje (w jednej z zaprzyjaźnionych telewizji w przeglądzie prasy była informacja opublikowana na łamach internetowej wersji "Do Rzeczy") o tym, jakie postępy robi Tęczowa rewolucja w dziedzinie indoktrynacji małych dzieci. Szkocja (i jeszcze któreś tam z wymienionych krajów) wprowadzają rzeczywiście rewolucyjne ustawodawstwo. Nie umiem powiedzieć w tej chwili, bo to jest stosunkowo świeża wiadomość, czy ono jest już w trakcie przygotowywania, czy w trakcie implementacji. Na pewno jest w trakcie sformułowanej głównej myśli.

Czteroletnie dzieci mają mieć prawo wyboru płci albo zmiany płci. I co jest najważniejsze - ci ludzie, którzy do tej pory byli zobligowani do pieczy nad rozwojem takich czterolatków, nie mają prawa temu zapobiegać. I że zapobieganie tego typu impulsom czy tego typu tendencjom ma być karalne.

Tu już wcale nie chodzi o terror fizyczny. Tu chodzi o zupełnie innego typu technikę, polegającą na preparowaniu człowieka od urodzenia w zasadzie do tego, żeby został pozbawiony oparcia w jakiejkolwiek stabilnej wizji rzeczywistości. To są dwie zupełnie inne zasady. Orwell mówił o świecie, w którym na ludzi, którzy już w jakiś sposób byli ukształtowani, wywiera się brutalną fizyczną presję po to, żeby ich łamać. A tutaj wcale nie trzeba łamać - wystarczy sprowadzić na manowce patologicznego rozwoju.

Część VII: Walka z antykulturą i nadzieja

W związku z tym Orwell staje się dla mnie o tyle istotny, że on przedstawia wizję rzeczywistości. Tyle tylko, że wizję rzeczywistości, którą można realizować na różne sposoby. Ta wizja, o której on mówi, ta wizja terrorystyczna, ta wizja marksistowsko-leninowsko-stalinowska, która zdobywa władzę za pomocą terroru, a potem używa go po to, żeby utrzymać tę władzę - ale to jest zupełnie inny świat, funkcjonujący na zupełnie innym poziomie technologicznym, zupełnie innym poziomie komunikacyjnym, informatycznym i tak dalej.

Natomiast w tej chwili (i ja nie ukrywam, że dla mnie dlatego ten temat jest tak ważny), ja próbuję przekierować dyskusję koncentrującą się na takich właśnie orwellowskich tematach na to, co jest w tej chwili głównym problemem. Głównym problemem jest to, że ten tęczowy terror jest podstawą tworzenia nowego człowieka.

Wbrew pozorom terror fizyczny, nawet jeżeli człowieka złamie, to on nie tworzy nowego człowieka. Złamanie człowieka to jest coś zupełnie innego - to jest klęska, oczywiście, to jest tragedia, ale to nie jest to, do czego prowadzi ta kompletnie patologiczna, zwyrodniała koncepcja człowieka - chciałem już powiedzieć "wychowywanego", ale to nawet nie "wychowywanego" do kultury. Człowieka, który musi żyć kosztem drugiego człowieka, bo w gruncie rzeczy do tego się to sprowadza, i musi traktować drugiego człowieka jako przedmiot, jako środek, a nie jako cel. Moim zdaniem nadzieja jest w tym, że te procesy, o których mówimy, o których w gruncie rzeczy nie mówi Orwell (chociaż już sygnalizuje, że coś tam się zaczyna, bo oni zaczynają się dobierać do dzieciaków). Zaznaczam, to jest - on to pisze w latach 40., 10 lat później Markuze napisał "Erosa i cywilizację" - jeden z najstraszniejszych w sensie konsekwencji tekstów XX wieku. Kolejne 10 lat później Markuze napisał "Tolerancję represywną". Orwell prawdopodobnie nie byłby w stanie sobie tego w ogóle wyobrazić.

Ale chodzi mi o to, że to były pewne projekty ludzkie. To znaczy ktoś doszedł do wniosku, że można dla osiągnięcia jakiegoś celu całkowicie wypatroszyć tę drogę wychowania, jaka przez setki lat służyła temu, żeby człowieka wydobyć ponad poziom zwierzęcia. I to, że można to zrealizować, jest samo w sobie straszne, przerażające. Ale z drugiej strony oznacza to, że jeśli się w wyniku pewnej świadomej decyzji podejmie wysiłki w celu realizacji innego projektu, to to nie jest niewykonalne.

To znaczy, że tak jak antykultura z przyczyn, o których można odrębnie sobie porozmawiać, odniosła sukces (bo antykultura w tej chwili odnosi sukces - przecież to, co się dzieje w instytucjach europejskich, w instytucjach ONZ-owskich, te wszystkie konwencje i tak dalej podpisywane, to szaleństwo zupełne, które ogarnia ludzi, to jest przerażające), to wszystko jest wynikiem działania określonej grupy ludzi, która przede wszystkim zrozumiała mechanizmy życia społecznego i skonstruowała pewien projekt, i wymyśliła pewne metody na jego realizację.

To trwa od dziesiątek lat i oni uczą się na własnych błędach, tak bym to powiedział. Uczą się, bo przecież oni ponosili kolejne klęski. To, że w tej chwili zaczyna sukcesy odnosić tęczowy terror, to nie zmienia faktu, że on został zaprogramowany w latach 60. To były klęski, ponieważ jeszcze żyły pokolenia, które były wyhodowane na bazie kulturowej i one były odporne. Ale one były odporne dlatego, że we wczesnym etapie życia zostały zainfekowane kulturą. Zostały, można powiedzieć, nie tyle zainfekowane, ile zaszczepione - chociaż dzisiaj używanie określenia "szczepionka" jest bardzo dyskusyjne.

Część VIII: Konieczność przeciwdziałania

Jeśli można było wykonać tego typu projekt, zrealizować tego typu plan, to dla nas jest to informacja, że można również wykonać kontrplan. Ale trzeba się pogodzić z tym, że to będzie znacznie trudniejsze niż w przypadku przeciwnika i będzie to prawdopodobnie dłużej trwało z bardzo prostego powodu: oni mają z górki, my mamy pod górkę.

Oni mają program wyłącznie negatywny, a program negatywny, program destrukcji, jest łatwiejszy do realizowania, bo wystarczy po prostu powiedzieć: "Rozwalajcie, chłopaki, róbta co chceta." My, jeśli chcemy (bo zakładam, że gdzieś z tyłu głowy mamy tego typu chęć przeciwstawienia się temu), to my musimy się pogodzić z tym, że my będziemy mieć pod górkę, ponieważ każda propozycja, którą będziemy chcieli złożyć społeczeństwu dorosłemu - zaznaczam - będzie przez to społeczeństwo w znacznym stopniu torpedowana. Bo my mamy już w tej chwili społeczeństwo sformatowane przez przeciwnika.

A jeżeli będziemy chcieli przeprowadzić to inaczej, jeśli będziemy chcieli liczyć na sukces i będziemy chcieli osiągnąć jakiś efekt, to my musimy doprowadzić do tego, żeby dorosła część społeczeństwa pogodziła się z tym, że dzieci trzeba będzie wychowywać, a nie rozpuszczać. Bo w tej chwili dzieci są demoralizowane od urodzenia i są programowo demoralizowane, a instytucji różnych pozarządowych, fundacji, które promują ten nową edukację i nowy system wychowania demokratycznego, równościowego, włączającego - cały ten ideologiczny bełkot - to rośnie jak grzyby po deszczu. I na dodatek jest to finansowane z naszych pieniędzy.

Ale nadzieja jest. Trzeba tylko zrozumieć, gdzie ona się mieści, czego się trzeba uchwycić. Na razie nie mamy czegoś takiego, czego moglibyśmy się uchwycić obiema rękami, zaprzeć się i trzymać. W tej chwili szukamy takiej dziury, żeby można było wsadzić palec i się chociaż przytrzymać trochę. Może się uda.

Część IX: O naturze konfliktów i wojen

Wszystkie główne konflikty współczesności - nie tylko współczesności, całej historii ludzkości - moim zdaniem trwa od jakichś 6000 lat. Dlaczego sześciu tysięcy? To wyjaśniam w oddzielnych publikacjach. Mniej więcej 6000 lat temu pojawiło się coś takiego jak mury obronne. To znaczy, że ludzie wtedy zaczęli walczyć między sobą w sposób taki zorganizowany, planowy, a również bronić się przed inwazją. Osią wszystkich istotnych konfliktów, które się rozgrywały przez tych 6000 lat i rozgrywają się dzisiaj, jest to, kto będzie miał prawo kogo eksploatować, kogo będzie miał prawo okradać. I to trzeba nazwać bez żadnych upiększeń, ponieważ rzecz się sprowadza właśnie do tego, że produkcja dóbr, które są każdemu człowiekowi do życia niezbędne (oczywiście można dyskutować, w jakim zakresie, jakie są potrzeby podstawowe, jakie są potrzeby sztucznie wykreowane), ale na pewno istnieje taki zestaw potrzeb, z których człowiek nie może się obejść, bez zaspokojenia których nie może funkcjonować - głód, mieszkanie i tak dalej, jeszcze parę innych, włączając to również pewne potrzeby natury tak zwanej nie tylko biologicznej, ale psychicznej.

Realizacja każdej z tych potrzeb, zaspokojenie każdej z tych potrzeb wymaga wysiłku, wymaga podjęcia wysiłku. W związku z tym człowiek jako istota biologiczna tego nie chce przyjąć do wiadomości. Jego biologiczna struktura skłania go do tego, żeby zamiast podejmować wysiłek, ukraść to, co wyprodukował kto inny. I cała natura, z wyjątkiem ludzi, którzy są wychowani kulturowo, cała natura realizuje dokładnie ten model - czyli model walki, tak zwanej walki wszystkich ze wszystkimi. I w toku tej walki następuje przystosowanie nazwane przez niektórych ewolucją.

I tak jak to prymitywnie brzmi, to trzeba przyjąć do wiadomości, że to jest tak prymitywny fakt, ponieważ rozmawiamy o pewnych zupełnych fundamentach rzeczywistości. No i teraz jest kwestia, co z tym fantem zrobić, jaki z tego wniosek wyciągać. Jest kwestia, czy ten konflikt, czy forma, w której ten konflikt się realizuje, powinna zostać nazwana wojną czy też nie. A to wszystko zależy od tego, jaką definicję wojny myśmy wypracowali w tym odcinku historii, który jest naszym doświadczeniem już takim poddającym się refleksji i pewnej destylacji.

No ludziom kojarzy się wojna z tym, że wychodzą, stają naprzeciwko siebie przeciwnicy i walą się tak długo, aż któryś z nich zostaje wyeliminowany w takiej czy innej formie, niekoniecznie fizycznej. Aż on uzna, że jego przeciwnik ma prawo go eksploatować, bo to się do tego, i tylko i wyłącznie do tego, sprowadza.

Część X: Konkluzja - istota współczesnej wojny

Zaznaczam, ja robię takie zastrzeżenie, bo często jestem na tym łapany - ja mówię tylko i wyłącznie z pełną świadomością, że istnieją takie poziomy ludzkiej psychiki, gdzie zaspokajane są potrzeby natury psychicznej i one są również zaspokajane za pomocą różnych form agresji. Tak więc nie wszystko się sprowadza do czystej biologii, do czystej produkcji. Natomiast we wszelkich tego typu konfliktach w istocie kończy się to tym, że ktoś kogoś sobie podporządkowuje.

I na dodatek ta rola nie jest w żaden sposób kategorycznie narzucona, ona nie jest niczym zdeterminowana. W jakim znaczeniu? W tym znaczeniu, że człowiek, który jest niewolnikiem (a tego typu doświadczenie mamy i świadectwa historii w antyku), bardzo częstym przypadkiem było to, że człowiek, który był niewolnikiem i niewątpliwie z tego powodu, nazwijmy to na swój sposób, cierpiał, w momencie kiedy stawał się wyzwoleńcem i było go stać na to, to pierwsza rzecz, jaką robił, to kupował sobie niewolników. Ponieważ działa tutaj pewien mechanizm, który jest mechanizmem poza ideologicznym - on wynika z pewnej natury biologicznej egzystencji.

Ale my tak sobie w wyniku szczególnie, być może szczególnie pod wpływem doświadczenia XIX, a przede wszystkim XX-wiecznego, tych kataklizmów, wielkich wojen, kojarzymy wojnę jako coś niesłychanie brutalnego, takiego energetycznego. Otóż nie - jeśli istnieją wojny, jeśli kiedykolwiek istniały wojny, to one wybuchały z bardzo określonego powodu i w bardzo określonym celu. Tym celem było podporządkowanie sobie innych ludzi - indywidualnie, grupowo, to różnie może być - i zdobycie prawa, a w zasadzie wymuszenie prawa do ich eksploatacji.

Wszystkie wojny, między nami mówiąc, również wojny religijne, prędzej czy później dadzą się sprowadzić do tego. Wiesz, powiedzmy sobie szczerze, jak się człowiek poczyta o historii reformacji w Anglii, w zasadzie tego okresu reformacyjnego Anglii, to oczywiście konflikty doktrynalne to były konflikty doktrynalne, ale zabieranie majątku kościelnego było faktem. I do dzisiaj w Anglii funkcjonują, nazwijmy to, rody, które zbudowały swoją potęgę na tym zagrabionym imieniu, które zostało po prostu ukradzione.

Jeśli wojny, nawet w tym rozumieniu tradycyjnym, energetycznym, miały taki cel, to ten cel pozostaje aktualny do dnia dzisiejszego. Jeśli ktoś dzisiaj próbuje za pomocą tęczowego terroru doprowadzić do tego, żeby dziecko, kilkuletnie dziecko, pozbawione zostało możliwości ukształtowania swojej tożsamości, to to nie jest robione dlatego, że komuś ktoś miał taką idée fixe, bo on chciał coś zepsuć dla samego zepsucia.

Oczywiście zdarzają się takie przypadki patologiczne, że się psuje coś dla samego zepsucia, ale to jest głębsza i odrębna historia. W normalnym układzie chodzi o to, żeby tego człowieka tak zdeformować, żeby on nie był w stanie nauczyć się pracować. Ponieważ jeśli nie będzie w stanie pracować, to nie będzie w stanie produkować tego, co potrzebuje, i będzie musiał poprzeć system kradzieży, system odgórnie organizowanej kradzieży. I to jest to, z czym my mamy w tej chwili u nas do czynienia na co dzień, tu i teraz.

Na ile świadomie przykładają do tego rękę ludzie, którzy uprawiają zawodowo politykę? To jest oddzielna kwestia, bo oni najczęściej mogą w ogóle nie zdawać sobie sprawy z tego. Oni posługują się innym zestawem pojęć i funkcjonują w trochę innej przestrzeni, więc mogą po prostu robić rzeczy rozpaczliwe, po prostu nie zdając sobie sprawy, a to dlatego, że oni już zostali zdeformowani.

Kto dzisiaj rządzi? 60-70-latkowie, czyli moje pokolenie. No to ja oświadczam, że ja należę do tego pokolenia, które zostało zdeformowane tak jak wszyscy inni, ponieważ my byliśmy już preparowani przez te maszynkę do mielenia mięsa. Wojna o prawo do grabieży jest dokładnie takim samym elementem rzeczywistości współczesnej, jak i rzeczywistości w średniowieczu, w antyku i w czasach przedhistorycznych. Więc jeśli taki cel do zrealizowania jest, to wszelkie pociągnięcia, wszelkie działania, które mają służyć realizacji tego celu, można nazwać po prostu wojną. I nie jest ważne, że ktoś nie wyjmuje karabinów, kastetów, kajdanek i tak dalej.

Ta wojna, którą my w tej chwili - nawet chciałem powiedzieć "toczymy" - my nie toczymy jeszcze żadnej wojny. Myśmy jeszcze do tej pory nie przyjęli do wiadomości, że musimy zacząć się uczyć tego, czego nasi przeciwnicy nauczyli się kilkadziesiąt lat temu i co wypróbowywali, robiąc błędy i ponosząc klęski. Ale w pewnym momencie okazało się, że znaleźli takie patenty, które umożliwiły im sparaliżowanie nas.

I tutaj by trzeba było wymieniać nie pana Orwella, bo pan Orwell jest postacią w jakim sensie niesłychanie cenną, ale historyczną. Jest postacią cenną, ale historyczną. Natomiast należałoby porozmawiać o takim panu jak Jurgen Habermas. To jest gość, którego dorobek powinien być wreszcie zrewidowany.

Ta zaległość, którą my musimy nadrobić - a po to, żeby nadrobić, to my musimy wykonać ogromną pracę, bo to się samo nie weźmie. Czego by nie powiedzieć o antykulturowcach, to to trzeba docenić fakt, że im się udało wprząc w realizację własnego projektu, no, powiedzmy sobie szczerze, zdecydowaną większość tej intelektualnej śmietanki ludzkości. Wszystkie uniwersytety, wszystkie - powiedzmy sobie szczerze - wszystkie uniwersytety w tej chwili pracują na ich korzyść, ich wspierają argumentacją.

A jak się popatrzy, co, jakie teksty zasuwa się studentom na katolickich uczelniach w Polsce... Jest wojna. Wojna nie przestała istnieć, bo to nie środki określają to, czy jest wojna. Wojny nie toczy się tylko karabinami. Wojny toczy się takimi metodami, które umożliwiają osiągnięcie celu.

AntyKultura

Dołącz do społeczności KK

Człowiek jest bardziej wolny gdy może sam decydować o swoim życiu, niż gdy ktoś inny decyduje za niego. Krzysztof Karoń 2018

Podaj swój najlepszy adres e-mail i bądź na bieżąco z aktualnościami.

AntyKultura.info · Środowisko chronione

Ta strona jest aktualnie w fazie prototypowej. Jeśli jesteś członkiem despołu developerskiego podaj swój login i hasło, aby kontynuować.