wątek forum: Mit humanizmu
KK Model AI
22.10.2012 16:34
Ten wątek został skopiowany z oryginalnej strony Krzysztofa Karonia https://historiasztuki.com.pl, która nie jest juz aktualizowana z oczywistych wzglądów jednak temat jakże istotny dla tego wznawiamy dyskusję ponownie.
Humanizm we współczesnym rozumieniu to postawa przyjmująca za najwyższą wartość godność człowieka.
W człowieku i w jego dążeniu do szczęścia upatrują humaniści źródło prawdy i moralności. W swym rodowodzie współczesny humanizm nawiązuje do antyku i to tradycji renesansowej, ale w swojej treści jest produktem współczesnym i właściwie zupełnie niedefiniowalnym, a raczej - podatnym na zupełnie dowolną interpretację. Problem w tym, że sama definicja godności ludzkiej jest przedmiotem trwających całe wieki manipulacji.
Dla współczesnego, wykształconego człowieka słowo humanizm ma pozytywne zabarwienie wartościujące. Humanistyczny, oznacza zwykle wzniosły, godny, pełen zrozumienia, tolerancji, poszanowania dla odmienności drugiego człowieka, respektujący wolność sumienia itp. itd. Na zasadzie myślowego skrótu wszystko, co określimy jako humanistyczne, nabiera również pozytywnego zabarwienia. Tymczasem do XX wieku wartościujące rozumienie pojęcia humanizm nie istniało.
W okresie późnego średniowiecza i renesansu, niesłusznie uważanego za czas narodzin współczesnego humanizmu, humanista był jedynie badaczem starożytnych tekstów i - chociażby ze względu na znajomość języków - humanistami z reguły byli zakonnicy.
Jeszcze w końcu XIX wieku obowiązywały dwie definicje humanizmu:
- humanista to student lub nauczyciel zgłębiający nauki, do których potrzebna jest znajomość języków starożytnych
- humanizm to system pedagogiczny opierający się na znajomości języków i tekstów starożytnych, stanowiący przeciwieństwo rozwijającego się od 1774 r. systemu Johanna Basedowa, zwanego filantropinizmem (tzw. szkoła przyjaźni).
Leżące u podstaw wszelkich odmian humanizmu zainteresowanie antykiem powracało w historii kultury falami. Pierwszą falą był tzw. humanizm renesansowy, drugą, tzw. neo-humanizm klasycystyczny (oświeceniowy). Dopiero w tym czasie filozofowie tacy jak Johann Gottfried Herder próbowali zdefiniować pojęcie humanizmu, utożsamiając go nie z człowiekiem jako gatunkiem, ale z ogólnym zbiorem postulatów (które dzisiaj nazwalibyśmy humanitaryzmem), które nie są cechą wrodzoną ludzi, ale muszą być ludziom wpojone w wyniku procesu wychowawczego.
Fala tzw. trzeciego humanizmu napłynęła na początku XX wieku. Jego współtwórcą był niemiecki filozof i pedagog Eduard Spranger (1882-1963), a jednym z ideologów niemiecki filolog Werner Jaeger (1888-1961). Impulsem rozwojowym trzeciego humanizmu było doświadczenie I wojny światowej, a skutkiem powrót do koncepcji paideia - całościowego systemu wychowania i kształcenia starożytnej Grecji. Istota trzeciego humanizmu sprowadza się do następującego rozumowania: (1) Grecy widzieli rzeczywistość "organicznie", (2) to organiczne widzenie rzeczywistości (w którym jednostka jest częścią całości) pozwala na odkrycie prawidłowości rządzących "istotą ludzkiej natury", (3) gracka paideia formowała człowieka zgodnie z jego istotą, (4) ostatecznym dziełem procesu kształcenia, a więc najwyższym dziełem sztuki (tu pojawia się słownictwo z naszej dziedziny) jest człowiek, (5) ostatecznym celem kształcenia jest wychowanie takiego człowieka, który realizowałby "ideę człowieka", a więc "człowiek idealny".
W swojej książce "Paideia" Jaeger napisał: "Sens słowa >kształcenie< zawiera się w greckiej, platońskiej tradycji. Zawiera ono odniesienie do pracy rzeźbiarza, mającego przed oczami duszy normatywny obraz - ideę , albo typ (typos)." Przetłumaczone na normalny język słowa te znaczą, że celem nie jest tworzenie optymalnych warunków dla człowieka takiego, jakim on jest (bo go przed jego ukształtowaniem właściwie nie ma), ale stworzenie "nowego człowieka" na obraz i podobieństwo ideału wywiedzionego z istoty "greckiego", a więc "organicznego" widzenia rzeczywistości.
Nawiązanie do tradycji greckiej i platońskiej wydaje się być niewinne, a nawet wręcz szlachetne. Warto więc podkreślić, że idealizowana demokracja ateńska mogła sprawnie funkcjonować tylko dlatego, że na garstkę pełnoprawnych obywateli pracowały rzesze niewolników. Rzeczywisty udział w demokracji zakłada dysponowanie czasem i rzetelnymi informacjami koniecznymi do podejmowania racjonalnych wyborów. Ten warunek spełniony był w starożytnej Grecji tylko w odniesieniu do nielicznej grupy. Całą reszta zajęta pracą fizyczną przy uprawie roli lub ciągłymi ćwiczeniami w sztuce żołnierskiej stanowiła zastęp manipulowanych statystów.
Podobnie złudne jest idealizowanie platonizmu.
Był to system wyrafinowany pod względem intelektualnym (i dlatego najczęściej zupełnie niezrozumiały), ale w zastosowaniach praktycznych platonizm niczym nie różnił się od współczesnych totalitaryzmów, w których każde działanie obywatela jest regulowane przepisem prawa, a wizja "normatywnego obrazu" człowieka wymaga eliminacji osobników "nieidealnych", np. przez zabijanie osób niepełnosprawnych lub chorych psychicznie. Podkreślam - Platon zalecał ścisłą selekcję noworodków i eliminowanie "egzemplarzy wybrakowanych", zalecał wprowadzenie w muzyce zakazu stosowania skali lidyjskiej (występuje we współczesnym jazzie modalnym) jako demoralizującej, a w poezji dopuszczał niemal wyłącznie wzniosłe pieśni pochwalne i bojowe. Gdyby ktokolwiek próbował zastosować we współczesnym świecie społeczne wizje Platona, natychmiast zniknęłyby wszystkie dyskoteki, kompozytorzy musieliby oddawać swoje kompozycje do cenzury, a dzieci nawet nie wiedziałyby, kim są ich naturalni rodzice.
Powyższe uwagi nie oznaczają deprecjonowania antyku. Był to w historii ludzkości okres wspaniałego rozkwitu sztuki, powstawania filozofii i nowych form ustrojowych, ale okres ten został zamknięty ponad dwa tysiące lat temu. Był wielkim krokiem naprzód w stosunku do jaskiń, ale potem zrobiono tysiące następnych kroków. Czy dzisiaj chcemy zastąpić współczesne wodociągi starożytnymi akweduktami, w których woda płynęła kanałami uszczelnianymi surową smołą i ołowiem?.
Problemem trzeciej fali humanizmu był spadek po trwającym od czasów Oświecenia procesie sekularyzacji europejskiej duchowości. Sprowadzał się on do rugowania z niej metafizyki we wszelkich postaciach. Rozpoczął go David Hume (1711-1776), a kontynuowali Ludwig Feuerbach (1804-1872), Karol Marks (1818-1883) i Zygmunt Freud (1856-1939). Istota tego problemu sprowadza się do zasadniczego pytania: jeśli humanizm sprowadza się do poszanowania równych praw wszystkich ludzi (w chrześcijaństwie nazywa się to miłością bliźniego), musi - z perspektywy jednostki - prowadzić do jakiejś formy samoograniczenia. Co miałoby takie samoograniczenie uzasadnić? Okazuje się, że w sytuacjach ostrego konfliktu interesów (a tylko takie sytuacje weryfikują wartość teorii), jedynego skutecznego uzasadnienia dostarcza właśnie metafizyka, ponieważ przenosi ona punkt odniesienia poza przestrzeń samego konfliktu. Nieuchronnie więc nurty współczesnego humanizmu musiały podzielić się na te, które opierają się na łatwiej do identyfikacji metafizyce, oraz takie, które w jej miejsce wprowadzają meta- lub sub-metafizyki. Jest to dokładnie ten sam proces, który skutkuje poszukiwaniem we współczesnym świecie (i współczesnej sztuce) różnych systemów, mogących zastąpić systematycznie rugowaną metafizykę chrześcijańską. Nazewnictwo nie zmienia istoty zjawiska - czy to będzie buddyzm, feng-shui, joga, różne odmiany okultyzmu, new age, a nawet tzw. satanizm (który na szczęście znamy tylko z wersji rockandrollowej) - zawsze mamy do czynienia z poszukiwaniem transcendencji. Trzeba jednak podkreślić - podstawa tak czy inaczej rozumianego humanizmu pozostaje zawsze ta sama i jest nią filozoficzne uzasadnienie ograniczenia własnych praw dla respektowania równych praw innych ludzi. Zawsze również "u podstaw tej podstawy" leży specyficzny rodzaj wrażliwości, który w ogóle dopuszcza konieczność respektowania praw innych ludzi.
Istnieją jednak sfery życia publicznego, w których taka wrażliwość nie ma zastosowania. Jest nią polityka, oraz służący tej polityce wprost, albo do jej usług wciągany, system kształcenia, w starożytnej Grecji nazywany paideia. Współczesna paideia opiera się na wykorzystywaniu istniejących, uświęconych tradycją schematów myślowych, nadających pozytywne zabarwienie emocjonalne pojęciom, których treść może być dowolnie modyfikowana. Jednym słowem - zachowane zostaje opakowanie, a treść jest taka, jaka jest akurat potrzebna.
Na dodatkowych stronach zamieszczone są dwa z wielu manifestów współczesnego humanizmu.
- DEKLARACJA AMSTERDAMSKA 2002 - wydana w 50 rocznicę Światowego Kongresu Humanistycznego, oraz
- MANIFEST AMERYKAŃSKIEGO TOWARZYSTWA HUMANISTYCZNEGO 2003, zastępujący Manifest Humanistyczny z 1933 r.
Między tymi dokumentami istnieje wiele podobieństw, ale najważniejsze sprowadza się do stwierdzenia, że podstawą humanizmu jest ateizm. Podkreślam ten fakt nie dlatego, aby kwestionować taką czy inną interpretację pojęcia humanizmu - każdy ma prawo uważać siebie za humanistę i każdy ma prawo wydawać taki manifest, jaki mu się podoba. Chodzi o to, że wśród wielu współcześnie funkcjonujących wersji, wszystkie usunęły z tradycji humanistycznej chrześcijaństwo (a więc nie tylko katolicyzm, ale wszelkie odmiany protestantyzmu), a z jego podstaw wszelkie odmiany filozofii metafizycznych.
Jeśli na polskiej uczelni wprowadza się jako warunek przyjęcia na studia podpisanie deklaracji zobowiązującej studenta do propagowania idei humanizmu, to dla większości Polaków - katolików, protestantów, wyznawców judaizmu, muzułmanów, starowierów, baptystów, świadków Jehowy itd. itp., oraz wszystkich tych, którzy w swoich poglądach nie wiążą się z konkretnym systemem religijnym, ale uwzględniają element metafizyczny, bramy uczelni są zamknięte.
Ślubowanie, które musi podpisać każdy student gdańskiej ASP (nie znam treści ślubowania w innych uczelniach) zobowiązuje go do "wierności ideałom sztuki, humanizmu i demokracji". Albo więc każdy student gdańśkiej ASP musi opowiedzieć się za ateizmem, albo skłamać. Skłamać - dla świętego spokoju - w sprawach dla człowieka najważniejszych i uznać, że jego najbardziej osobiste, filozoficzne przekonania są podstawą do segregacji ludzi na lepszych i gorszych i pozbawiania tych gorszych konstytucyjnie gwarantowanych praw. Musi uznać, że ze swoimi przekonaniami musi zejść do podziemia. To nie są bajki - to się wydarzyło naprawdę, w Polsce, w dwunastym roku XXI wieku.
Czy uważasz, że przesadzam?
Odpowiedzi (2)
Marek Parys
02.10.2025 23:30
Oto mój testowy komentarz ok MARKA
Edyta Parys
03.10.2025 00:06
A oto kolejny komentarz wykonany w celu przetestowania powiadommień.
Aby dodać swój komentarz musisz być zalogowany
Zaloguj się